Prezydent Burundi Pierre…

Prezydent Burundi Pierre Nkurunziza jest pierwszym na świecie przywódcą, który umarł z powodu epidemii COVID-19. Należał do całkiem licznego grona polityków twierdzących, że wirus nam nie zagraża. >>> ZNALEZISKO

Oficjalnie przyczyną śmierci 55-letniego prezydenta był rozległy zawał serca. Były nauczyciel gimnastyki znany z fanatycznego uwielbienia sprawności fizycznej (odkąd w 2005 r. został prezydentem mocno przytył i zaniedbał kondycję) i wszelkich sportów, a zwłaszcza piłki nożnej (trenował wojskową drużynę Alleluja), wybrał się na mecz siatkówki do rodzinnego Ngozi. Po nieudanej próbie wojskowego zamachu stanu w 2015 r. przeniósł się tam ze stolicy kraju, Bużumbury. To właśnie w Ngozi Nkurunziza zamierzał osiąść już w sierpniu, po przejściu na prezydencką emeryturę.

W poniedziałek Nkurunziza doznał jednak ponownego zawału i tym razem medycy byli bezradni.Tak brzmi oficjalna wersja wyjaśniająca przyczenę śmierci prezydenta. Według nieoficjalnej do niewydolności serca doprowadziły nie tylko nadwaga i nadciśnienie, ale także wirus SARS-CoV-2, którego istnieniu Nkurunziza najpierw zaprzeczał (znany z pobożności przekonywał rodaków, że modlitwami wybłagał dla nich u Opatrzności łaskawość i jako lud wybrany zostaną ocaleni od zarazy), a potem lekceważył zagrożenie, które ze sobą niesie.

Burundyjska opozycja twierdzi, że poza chorym sercem prezydenta uśmierciła niewydolność układu oddechowego wywołana przez COVID-19. Minister zdrowia Thadée Ndikumana, który osobiście zajmował się opieką nad prezydentem, zażądał, by z Bużumbury przywieziono jeden z niewielu respiratorów, jakimi dysponuje burundyjskie państwo. Zanim jednak rządowy śmigłowiec wylądował z ratunkiem, prezydent już nie żył.

#swiat #koronawirus #covid19 #2019ncov #afryka #tygodnikpowszechny #mikroreklama